wroclaw.pl strona główna Najświeższe wiadomości dla mieszkańców Wrocławia Dla mieszkańca - strona główna

Infolinia 71 777 7777

°C Pogoda we Wrocławiu
Ikona powietrza

Jakość powietrza:

brak danych z GIOŚ

wroclaw.pl strona główna
Reklama
  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. wRomantycznie na Stadionie Wrocław [ZDJĘCIA, WIDEO]
wRomantycznie na Stadionie Wrocław [ZDJĘCIA, WIDEO]

Jako pierwsza wystąpiła Kasia Sochacka

Reklama

Kilka minut po godz. 18.00 na scenie festiwalu Wromantic 2014 pojawił się prowadzący imprezę Artur Orzech, po raz kolejny zapewniając, że... nie jest Krzysztofem Ibiszem, i zaprosił zebraną na Stadionie Wrocław publiczność - "romantyczną" - jak podkreślił do wysłuchania kilku minirecitali pierwszej edycji festiwalu. 

Na płycie stadionu - przed sceną, a także na trybunach ma się pojawić dzisiejszego wieczoru ok. 9 tys. miłośników talentu m.in. Sylwii Grzeszczak, zespołu Alphaville, a przede wszystkim Jamesa Blunta, który wystąpi jako ostatni ok. godz. 22.00. (Przeczytaj i obejrzyj, kto jeszcze zaśpiewa).

Jak wyjaśniał podczas konferencji prasowej szef firmy producenckiej FM PRO Igor Nurczyński, impreza została obliczona na ok. 10 tys. osób i wycelowana zwłaszcza w miłośników stylu, jaki reprezentują zaproszone na tę pierwszą edycję festiwalu do Wrocławia gwiazdy. Na przyszły rok zapowiedział jeszcze lepszą obsadę wykonawców, nie zdradzając jednak żadnego nazwiska.

18.15 - na scenie Kasia Sochacka

...i pięcioosobowy band w trzech chwytliwych utworach. Ostatni wyśpiewany po angielsku - jak piosenkarka wyjaśniła publiczności - bardzo osobisty, bo związany z odejściem jej mamy. Zasłużenie nagrodzona oklaskami. Brawa też dla towarzyszącej młodej wokalistce grupie muzycznej.

18.35 - w przerwie... zaręczyny

Paweł oświadcza się Aleksandrze: "Chcę ci oświadczyć tu i teraz przy tysiącu ludzi, którzy tu się zebrali - że jestem gotowy rozpocząć z tobą wspólne życie, przenieść się do kraju, w którym żyjesz, założyć rodzinę, kupić psa. Chciałaś oświadczyn z prawdziwego zdarzenia - to masz - na kolanach! Zostaniesz moją żoną?" - dramatycznie romantycznym głosem zapytał rzeczony Paweł. "Tak" - zawołała zachwycona Aleksandra.

Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! 

18.40 - hicior za hiciorem - Sylwia Grzeszczak i jej zespół...

...mocnym głosem, energergetyczną piosenką przywitali się z widzami. A potem wokalistka zasiada do fortepianiu i przy aplauzie publiczności wyśpiewuje swój "wzór na szczęście". Stadion śpiewa z Sylwią. Także następny utwór, czyli "Księżniczkę". A na płycie stadionu przybywa widzów. Potem razem z wokalistką "nie pożyczają, bo to zły zwyczaj". 

19.20 - czekamy na akrobacje powietrzne eskadry Żelazny

Są i puszczają dym z ogona! Przylecieli z Szymanowa i oblatują stadion. Kilka minut efektownych "koziołków" w powietrzu, pięknie wygladających, ale z pewnością wymagających wielkich umiejętności. Ci piloci należą do najlepszych na świecie. Zamykają pierwszy pokaz efektownym korkociągiem. 

19.30 - Impossible? James Arthur

Bardzo mocno zaczął. Z czterema instrumentalistami i dwuosobowym chórkiem. Zaczęło się rytmiczne podrygiwanie na trybunach i ręce w górze pod sceną. "My name is James Arthur" - przedstawił się i przywitał w imieniu swoim i muzyków z publiką. Mocny głos, świetna prezencja - znacznie mniej ułagodzona niż w w "X Factorze", w  którym Arthur wziął wszystko. Ręce w górę! - nabija hiphopowym rytmem. Potem dwa nastrojowe utwory. Na telebimach - ustawionych po dwóch stronach sceny (wysokiej na 14 m, artyści mają do dyspozycji 16 m, a całość z ekranami, oświetleniem i nagłośnieniem to 42 m) widać, że niejedna zachwycona fanka ociera łzę. I to jest właśnie full romantic! Przy piątym utworze - wreszcie euforia. Na biało-czerwonych flagach i transpatentach "James, we love you!". "I love you to!" - odpowiada grzecznie do mikrofonu artysta. I zaczyna kolejny hicior. Dziewczyny płaczą. Chłopaki nie...I na koniec... Impossible. Wszyscy śpiewają, nawet ci, którzy nie znają słów. To uroczy obrazek. No i świetna piosenka. I świetny koncert, choć bez bisów.

Zobacz pierwsze wideo z koncertu

 

20.20 - znowu Żelazny na niebie

I latający po stadionowym niebie wywołali... deszcz.

Dłuższa chwila na zmianę "dekoracji". Na scenie instalują się następni wykonawcy, czyli... na zawsze młodzi.Korzystając z okazji, podajemy koncertowe dane: na stadion przyjechało 11 tirów (40 ton) stalowych elementów, z których wzniesiono scenę, przybyło także 20 ton świateł (300 kilowatów) i najwyższej klasy nagłośnienie.

20.45 - Made in Alphaville  

Marian Gold przerwał dręczącą stadionową ciszę bardziej rockowo niż pop, ale to się na pewno spodobało. Przed scenę ściągają widzowie i słyszą polskie "dziękuję" od wokalisty. Kolejny utwór też na pełnych obrotach, a głos Mariana przepuszczony przez syntezator dobrze się komponuje z rockową perkusją. Tempo zabójcze! Trzeci utwór i znów z pełną parą. Siedzenia na widowni zaczynają rezonować, a to tylko wersja hard... "Made in Japan". Przy kolejnym, czwartym utworze czujemy się tak, jakby jeszcze pierwszy się nie skończył, i stawiamy zakłady, kiedy perkusista przebije na wylot bębny. Przy zapadających ciemnościach można w końcu docenić świetlną oprawę recitalu Alphaville. I w końcu jest - "Forever young", głosem młodym inaczej, ale ciągle niesie. Publiczność zakołysała się do taktu fantastycznie i dopiero teraz widać, że na stadionie jest dobre kilka tysięcy miłośników romantycznego, ale bynajmniej nie łzawego grania. Wrocław odmłodniał? 

Zobacz Alphaville na scenie

21.28 - "Czy wyjdziesz za mnie?" - drugie oświadczyny

Tym razem Paweł oświadczył się Oli, a ona... zgodziła się i prawie rozpłakała. Z wielkim bukietem czerwonych róż Ola poszła wprowadzić się do Pawła, a stadion zaśpiewał im "Sto lat!". Niech żyją, tylko romantycznie, oczywiście.I na to wszystko spadł deszcz - tym razem nie łez... 

Teraz czekamy na Jamesa B. Blunta nie Bonda.

21.58 - zaszedł nas od tyłu - James Blunt

Wszyscy wypatrywali go na scenie po tym, jak zabrzmiał hitowy kawałek z "Gwiezdnych wojen". A on przeszedł spokojnym krokiem w specjalnie przygotowanym dlań tunelu wśród publiczności. Były poklepywania po ramieniu i piski niewiast. Gładki na licu, ubrany w coś na wzór kombinezonu pracowniaka z lotniczego hangaru (a to może "luźny" strój kosmonauty), radosny, ładuje na gitarze hit za hitem. Zapalniczki rozbłysły i zabawa trwa na całego. Urokliwy obrazek na scenie - w tle obrazy ziemskie i kosmiczne - duże przestrzenie, wysokości, błękit przemieszany z bielą, satelitarne widoki. Bardzo to romantycznie adekwatne. I ten głos Blunta - też bardziej "satelitarny"... Po każdym utworze owacje i po tym, jak James kryguje się, że po polsku za bardzo mu nie idzie, ale jest mu bardzo miło zobaczyć tyle roześmianych twarzy. Utwór, w którym "wysła pocztówkę", wyklaskany na całej długości przez publikę, która entuzjastycznie przywitała minigitarę, na której Blunt fajnie wymiata. Potem zasiada do fortepianu, a niewiasty "mdleją". Sorry, jeden pan także... 

Mija 50. minuta występu Blunta i czas na wielkie hiciory, w tym "You're beautiful". Brzmi jak na płycie. W ogóle ten Blunt jakiś taki "równy", czytaj: nie udaje, że śpiewa, a nawet udaje mu się sprowadzić wszystkich do parteru - i na cztery kazać wyskoczyć w górę. Ludziska szaleją! Będą bisy? Będą! "Moon landing" wystrzelił w kosmos. A ten strój Blunta to już na pewno ubiór pilota muzycznych przestworzy.

James Blunt gra dla Wrocławia

23.20 - wystrzeliło świetliście-ogniście

Koniec występu Blunta ogłuszający. Zza sceny kaskady sztucznych ogni wystrzeliły ponad stadion. Ależ to było wRomantyczne!

I tym optymistycznym akcentem mówimy Państwu - dobranoc!

Małgorzata Wieliczko

fot. i wideo: Oktawian Sebastian, Adrian Kowalczyk

Posłuchaj podcastu

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama
Powrót na portal wroclaw.pl